Czuję krew...

...i niemalże słyszę jej szum w uszach.
Czuję, jak serce wali mi o żebra, sprawiając ból każdym uderzeniem.
Nerwowo łapię oddech, jakbym dopiero wynurzyła się z wody.
Widzę zwoje długich, złocistopopielatych włosów, czuję zapach ciała.
Ból w śliniankach, gdy ślina napływa do ust.
Gdzieś, z tyłu głowy resztki człowieczeństwa trzymają z całych sił w ryzach pragnienie zaciśnięcia szczęk, poczucia smaku krwi i wyrwania kawału ciała tak, jak uczyniłby to pies lub tygrys.
Biorę wdech, napełniam płuca powietrzem i sycę się zapachami otoczenia. Czuję, że jest, czuję, że mnie pragnie. I czuję woń mojego pragnienia.
O bogowie, jakże jest ona upajająca. Własny zapach podnieca mnie do szaleństwa, drażni zwierzęcym bezwstydem.
Marzę, by zanurzyć twarz między swoimi udami.
Czuję jego dotyk na kręgosłupie. Delikatną pieszczotę, która jednak ma w sobie coś, co skłania do zgięcia go i poddania się.
Gdy czuję jego zęby na karku, wydobywam z siebie cichy skowyt.
Do tego momentu nie wiedziałam, jak bardzo wyczekane jest to uczucie.
Cała staję się pragnieniem czucia jego zębów. I wbicia swoich w niego. Rozdarcia jego ciała pazurami. Przyjęcia jego ataku i wyczekiwania, aż stanie się wręcz bolesny.
I towarzyszy mi uczucie, że nie zaznam spełnienia, dopóki spod zębów i pazurów i nie popłynie krew...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Insomnia I: fundament

Oplot

Woda